Dawno, dawno temu, wiosną 2009 wybraliśmy na majówkę do Komańczy.
Autobusem dojechaliśmy do Moszczańca a stamtąd przez Wisłok i Tokarnię
czerwonym szlakiem mieliśmy dojść do Komańczy. Jednak na Tokarni
zmieniliśmy zdanie i poszliśmy na około przez Rzepedkę. Warto było, bo
widoki zacne, nawet można było zobaczyć połoniny ( z lewej strony ) i majestatyczny Łopiennik (w centrum). I właśnie wtedy powstał pomysł, żeby się kiedyś na niego wybrać.
Powiedzieć łatwo, trudniej z realizacją. Ciągle coś nam stawało na przeszkodzie a że to zdjęcie mam nad biurkiem i wciąż mi przypominało, że tam jeszcze nie byłam, musiałam dopiąć swego. Co prawda byłam w Łopience zimą, nawet dwa razy ale warunki pogodowe nie pozwalały na wejście na Łopiennik.
I wreszcie się udało!
Z nieodłączną Nuną oraz Basią pojechałyśmy "dołem" czyli przez Rymanów Zdrój i Komańczę. Zatrzymałyśmy się w Wisłoku, który poznałam bardzo dokładnie dawno temu, przy okazji pisania pracy dyplomowej o fotografii krajobrazowej na zakończenie nauki w PPSKAKiB. Przedzierałam się nawet wtedy przez chaszcze na Kanasiówkę w poszukiwaniu źródeł Wisłoka.
Zostawiwszy samochód na parkingu w Polankach, ruszamy do Łopienki, mijając po drodze dymiące retorty.
I oto cerkiew w Łopience
| kopia cudownej ikony Matki Bożej Pięknej Miłości |
Następny przystanek w bazie studenckiej, gdzie przemiły gospodarz częstuje nas herbatą miętową i raczy opowieściami z życia w dziczy. Spartańskie warunki nie przeszkadzają mieszkańcom bazy w przygotowaniu pierogów z jagodami :)
| Bardzo szykowna łazienka :) |
Zaopatrzone w cenne wskazówki co do przebiegu szlaku, ruszamy dalej. Upał straszny, na szczęście cały czas idziemy lasem. Panuje kompletna cisza, żaden ptak się nie odzywa, nie porusza się nawet listek na drzewie. Zastanawiamy się, jak jest na połoninach.
I wreszcie jesteśmy na szczycie :)
Dziś powyższy opis jest mocno nieaktualny, las zdążył zasłonić widoki.
Ciekawe, czy to tutaj mieszkańcy bazy studenckiej zbierają borówki na pierogi, którymi się chwalili :)
Trochę się zdziwiłyśmy widząc na szczycie tabliczkę z podanym czasem zejścia do Dołżycy 1,5godz., podczas gdy na dwóch różnych mapach podane było 50min. Rzeczywistość okazała się być bliższa tabliczce. Po blisko dwóch godzinach zeszłyśmy do Dołżycy i autobusem wróciłyśmy do Polanek.
Teraz już mogę patrzeć na zdjęcie Łopiennika nad biurkiem z dumą, że wreszcie tam byłam :)
Dobrej niedzieli :)