No właśnie, uparłam się. Uparłam się, że zrobię sobie szal ściegiem zwanym "jeżyny". Teoretycznie nic trudnego, wystarczy włóczka, druty i opis ściegu. Ale jak ktoś nie bardzo rozumie o co chodzi w tym opisie, to ma problem. Zaczynałam i prułam cztery razy zanim załapałam o co chodzi. A potem to już było z górki - tydzień dłubania i oto szal gotowy :) Do tego gustowne drewniane guziki i zima mi nie straszna.
Zanim pokażę moje dzieło, najpierw pochwalę się lumpeksową zdobyczą, która była przyczyną moich dziewiarskich zmagań. Wełniana budrysówka brytyjskiej firmy Gloverall, nabyta za całe 25zł (drugie 25 dałam za pralnię :)).
A oto energetyczny szal: