Nie od dziś wiadomo, że nic tak nie poprawia nastroju jak dobre jedzenie. Dlatego na chimeryczną pogodę i mało pogodny humor ulepiłam pierogi ze szpinakiem. Szpinak uwielbiam pod każdą postacią, może dlatego, że nie chodziłam do przedszkola i nie znam go w wersji "bez smaku". A jeśli szpinak to i czosnek w dużych ilościach (dla zdrowia, bo grypa szaleje), biały pieprz i odrobina gałki muszkatołowej. Do farszu dodaję też ugotowane ziemniaki przeciśnięte przez praskę. Ważne jest, żeby szpinak przed połączeniem z ziemniakami dobrze odcisnąć, w przeciwnym wypadku pierogi będą przypominały kapeć.
Mistrzynią w lepieniu pierogów nie jestem, idzie mi to raczej wolno, dlatego gotuję je niezmiernie rzadko. Ale dawno temu oglądałam program Roberta Makłowicza, w którym gościł na Podlasiu. Panie z koła gospodyń prezentowały tam pierogi z soczewicą, które lepiły w ozdobne falbanki. Niestety, robiły to w takim tempie, że nie sposób było podpatrzeć. Nic to, metodą prób i błędów opanowałam tę sztukę i proszę bardzo, chwalę się moimi falbankami :)
Miłego weekendu :)


