Bez obaw, nie zmieniłam upodobań kulinarnych :) po prostu trwają intensywne przygotowania do kiermaszu wielkanocnego. Tak intensywne, że zapisałam sobie na kalendarzu wiszącym nad biurkiem dokładny plan tworzenia. Mam go "na widoku", więc istnieje szansa, że o niczym nie zapomnę i o ile nie wystąpią żadne nieprzewidziane okoliczności, zdołam go zrealizować.
Ale do rzeczy. Drób w ilościach hurtowych został uszyty. 12 małych tildowych kurek zamieszkało chwilowo w pudełku po filiżance. Trzeba im jeszcze przyszyć wieszadełka ale to musi poczekać do wizyty w pasmanterii.
Uszyłam też jedną dużą kurę, którą można posądzić o przynależność do subkultury... punków, zobaczcie same ten czub :)
Dobrego tygodnia :)