piątek, 1 lutego 2013

Sowia rodzina

Z myślą o pewnej młodej damie wydziergałam malutką sówkę - grzechotkę. A niedawno na jednym z blogów odkryłam bardzo ciekawy wzór szydełkowy, który nie wiedzieć czemu zwany jest "łuska krokodyla". W przystępny sposób jest on przedstawiony tutaj Mnie się on skojarzył z piórami a jeśli pióra to oczywiście sowa :) I tak powstała sowia rodzina: dzieci - grzechotki i mama - przytulanka :)




Troszkę się zagalopowałam i sowia mama wyszła mi całkiem spora :) Dodatkowo musiałam jej uszyć podszewkę, żeby wypełnienie nie wystawało bo pomiędzy "piórkami" są spore przerwy.


Sówka z różowym brzuszkiem już odleciała do nowej właścicielki, pozostałe będą dostępne w artillo.
Miłego weekendu :)

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Echo flower

Z ogromną dumą prezentuję efekt prawie miesięcznych zmagań z drutami - chustę echo flower wydzierganą w ramach akcji "Chusta razem robiona" Intensywnie Kreatywnej I tu należą się jej ogromne podziękowania, że jej się chce (wraz ze Ślubnym) nieść kaganek oświaty i oświecać mroki dziewiarskiego świata osobom mniej zaawansowanym w tej sztuce. Gdyby nie ich filmy, pokazujące poszczególne fazy dziergania, pewnie nigdy bym się zdecydowała na tak skomplikowaną robótkę - sam opis wyglądał dla mnie przerażająco! Cóż się dziwić, nigdy nie robiłam ażurów na drutach, ba, nawet nie miałam w rękach drutów z żyłką!
Łatwo nie było, zdarzały mi się zgubione oczka, kilka razy prułam fragmenty z pomylonym wzorem a najtrudniejszy okazał się końcowy border, w którym ciągle się myliłam. Po kolejnym pruciu wzięłam się na sposób i dziergałam mamrocząc pod nosem kolejne oczka " narzut, dwa razem odwrócić, narzut..." itd., co doprowadzało rodzinę do ataków śmiechu. Chusta wyszła dość spora 90 x ok. 180cm, może dlatego, że zamiast drutów 3.25 użyłam 4, bo w pasmanterii tylko takie miały długą żyłkę. I choć nie jest idealna, co wyszło dopiero po blokowaniu, jestem z niej baaardzo dumna :)



 A tak się prezentuje Echo na człowieku na czyli mojej siostrze (człowiek w kapturze, bo powiedział, że ma kiepską fryzurę :) )



I na koniec taka refleksja mnie naszła - skoro na początku roku popełniłam mój dziewiarski Everest, z czym teraz się zmierzyć?
Dobrego tygodnia :)

sobota, 26 stycznia 2013

Zima na Wołtuszowej

Odrobina słońca po dość ponurym tygodniu zawiodła mnie na Wołtuszową. Co prawda synoptycy straszyli tęgim mrozem, jak się okazało - trochę na wyrost. Było bezwietrznie i do słońca całkiem przyjemnie.


Ścieżka zasypana, dziś jeszcze nikt tędy nie szedł









Jak już wdrapałam się na Horbki, słońce schowało się za chmurami. Oszronione drzewa i tak wyglądały bajkowo.




Po drodze spotkałam tylko jednego pana, który wyłonił się z lasu od strony Wisłoczka. Zaś na przeciwległym pagórku dwoje narciarzy biegowych pomykało między drzewami.


Wędrówkę musiałam niespodziewanie przedłużyć, bo jak zwykle rozkład jazdy w internecie ma się nijak do rzeczywistości i konieczny był spacer do Rymanowa.
Dobrej niedzieli :)

wtorek, 22 stycznia 2013

Laleczka

Właściwie powinnam zatytułować tego posta "Dlaczego jeszcze nie skończyłam chusty Echo Flower", bo to właśnie laleczka dziewiarska zaprząta ostatnio moją uwagę. No, może jeszcze na tempo dziergania Echa ma wpływ mnogość narzutów i "nupków" w borderze ale koniec już blisko i jeśli nie pomylę się i nie będę musiała pruć, planuję zakończyć to wiekopomne dzieło jeszcze w styczniu.
Laleczkę dziewiarską upolowałam w Lidlu, dokąd udałam się w celu uzupełnienia zapasów szydełek, bo choć w pasmanteriach szydełek pod dostatkiem, to ze świecą szukać takich z plastikową rączką, moim zdaniem wygodniejszych w użyciu. Szydełka nabyłam, nabyłam tez komplet nici i wspomnianą laleczkę. I zaczęła się zabawa :)





Powstały zimowe naszyjniki. Specjalnie nie spinałam poszczególnych sznurków, żeby można je było dowolnie łączyć. Taki naszyjnik oprócz funkcji dekoracyjnej ma też drugą - przyjemnie ogrzewa szyję, dlatego polecam go zmarzluchom :)
Pozdrawiam serdecznie :)