niedziela, 11 sierpnia 2013

Niechaj zabrzmi Bukowina w wiatru szumie

Z turystycznym pozdrowieniem dla Marii z Pogórza  :)

WGB usłyszałam po raz pierwszy jakieś 20 lat temu, oczywiście w Trójce. To była audycja wspominająca Wojciecha Bellona, gęsto okraszona piosenkami. Musiały one wywrzeć na mnie duże wrażenie, skoro pamiętam to do tej pory.
Dziś miałam okazję wysłuchać Bukowiny na żywo, dzięki gospodarzom rymanowskiego Hotelu - Restauracji Jaś Wędrowniczek, którzy zaprosili zespół do siebie. I chociaż jak wspominał Wacław Juszczyszyn zespół gra już czterdzieści lat, ich piosenki się nie starzeją. Rosną nowe pokolenie, które je śpiewają, tak tez było dzisiaj - z zespołem śpiewała niemal cała publiczność: młodzież i nieco starsi, i siwi panowie też :)







poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Pasztet z cukinii

Przez ostatnie dwa tygodnie w mojej kuchni króluje cukinia. Wszystko przez szczodrą ciocię, która obdarowała mnie wielkim workiem tego zacnego warzywa. Tak więc była już cukinia duszona, smażona, pieczona, a la placki ziemniaczane, nawet jajecznica na duszonej cukinii. Zrobiłam tez pasztet z cukinii według przepisu Iwonki. 


Pasztet z cukinii

3 szklanki startej na grubych oczkach cukinii
2 szklanki bułki tartej
20 dag startego żółtego sera
¼ szklanki oleju
1 cebula drobno pokrojona
3 żółtka + 3 białka ubite na pianę
1 łyżka Vegety
szczypta majeranku
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
sól, pieprz do smaku
Odcisnąć startą cukinię, wymieszać wszystkie składniki przełożyć do keksówek i piec w 180 stop. C ok. 1 godz.
Jak ktoś lubi to można dodać np. jeszcze pieczarki podduszone na maśle albo startą marchewkę ale i bez tego smakuje wybornie.

SMACZNEGO!

środa, 31 lipca 2013

Saturn

Mój drogi siostrzeniec przeżywa ostatnio fascynację astronomią. Ogląda namiętnie film o układzie słonecznym a potem układa go z piłek lub "czyta" (jeszcze nie zna wszystkich liter) książki o kosmosie, snując własne opowieści. Jego ulubioną planetą jest Saturn.
Nic więc dziwnego, że gdy zobaczył w łazience wisząca na sznurku dziwną kulę zawołał uradowany:
- O, zrobiłaś mi Saturna!
A to tylko mój nowy abażur :)


Wykonany ze sznurka według tego przepisu.
Pozdrawiam serdecznie :)

niedziela, 28 lipca 2013

Co się odwlecze...


Dawno, dawno temu, wiosną 2009 wybraliśmy na  majówkę do Komańczy. Autobusem dojechaliśmy do Moszczańca a stamtąd przez Wisłok i Tokarnię czerwonym szlakiem mieliśmy dojść do Komańczy. Jednak na Tokarni zmieniliśmy zdanie i poszliśmy na około przez Rzepedkę. Warto było, bo widoki zacne, nawet można było zobaczyć połoniny ( z lewej strony ) i majestatyczny Łopiennik (w centrum). I właśnie wtedy powstał pomysł, żeby się kiedyś na niego wybrać.


Powiedzieć łatwo, trudniej z realizacją. Ciągle coś nam stawało na przeszkodzie a że to zdjęcie mam nad biurkiem i wciąż mi przypominało, że tam jeszcze nie byłam, musiałam dopiąć swego. Co prawda byłam w Łopience zimą, nawet dwa razy ale warunki pogodowe nie pozwalały na wejście na Łopiennik.
I wreszcie się udało!
Z nieodłączną Nuną oraz Basią pojechałyśmy "dołem" czyli przez Rymanów Zdrój i Komańczę. Zatrzymałyśmy się w Wisłoku, który poznałam bardzo dokładnie dawno temu, przy okazji pisania pracy dyplomowej o fotografii krajobrazowej na zakończenie nauki w PPSKAKiB. Przedzierałam się nawet wtedy przez chaszcze na Kanasiówkę w poszukiwaniu źródeł Wisłoka.





Zostawiwszy samochód na parkingu w Polankach, ruszamy do Łopienki, mijając po drodze dymiące retorty.


I oto cerkiew w Łopience


kopia cudownej ikony Matki Bożej Pięknej Miłości





Następny przystanek w bazie studenckiej, gdzie przemiły gospodarz częstuje nas herbatą miętową i raczy opowieściami z życia w dziczy. Spartańskie warunki nie przeszkadzają mieszkańcom bazy w przygotowaniu pierogów z jagodami :)



Bardzo szykowna łazienka :)
Zaopatrzone w cenne wskazówki co do przebiegu szlaku, ruszamy dalej. Upał straszny, na szczęście cały czas idziemy lasem. Panuje kompletna cisza, żaden ptak się nie odzywa, nie porusza się nawet listek na drzewie. Zastanawiamy się, jak jest na połoninach.



I wreszcie jesteśmy na szczycie :)



Dziś powyższy opis jest mocno nieaktualny, las zdążył zasłonić widoki.


Ciekawe, czy to tutaj mieszkańcy bazy studenckiej  zbierają borówki na pierogi, którymi się chwalili :)




Trochę się zdziwiłyśmy widząc na szczycie tabliczkę z podanym czasem zejścia do Dołżycy 1,5godz., podczas gdy na dwóch różnych mapach podane było 50min. Rzeczywistość okazała się być bliższa tabliczce. Po blisko dwóch godzinach zeszłyśmy do Dołżycy i autobusem wróciłyśmy do Polanek. 
Teraz już mogę  patrzeć na zdjęcie Łopiennika nad biurkiem z dumą, że wreszcie tam byłam :)
Dobrej niedzieli :)