Z dumą donoszę iż po miesiącu intensywnego szycia, cierpliwego znoszenia uwag Jaśka (czerwonemu zrób zmarszczki!!! świniom przyszyj brwi!!!) i poganiania ( no kiedy wreszcie uszyjesz świnie?) cała ferajna - czyli angry birds i świnie - jest gotowa. Trochę to trwało, bo kłopotem wielkim okazało się zdobycie żółtego polaru ( siostra poświęciła własny :) ) że już nie wspomnę o zielonym ( nie znalazłam ale na szczęście w wielkim pudle podarowanym mi kiedyś przez sąsiadkę znalazłam spory kawał zielonego materiału).
I jeszcze dumny Jan z całą gromadką
Uff, teraz mogę odetchnąć, prezenty dla chrześniaka mam z głowy przynajmniej do pierwszej komunii :)
Pozdrawiam Was serdecznie
Pozdrawiam Was serdecznie

